-Gdzie ja jestem…czemu jest tu tak ciemno pytał się nasz blondyn. Niestety Naruto tylko się
wydawało, że coś mówi. Unosił się w czarnej pustce. Nie wiedział czy ma otwarte
oczy czy ma zamknięte. Nie wiedział czy stoi czy leży. Po prostu trwał w
zawieszeniu, poza jaką kolwiek egzystencją. Żył, lecz co to było za życie nie
wiedzieć, co się wokół dzieje.
Nagle oślepiło go bardzo
jasne światło, przez co musiał zasłonić oczy. Gdy blask zniknął zobaczył, że
stoi w jakimś budynku. Na ścianach nabazgrane było „spieprzaj” „wynoś się”
„potwór” i inne tego typu obelgi przezwiska i przekleństwa. W kącie zaś
siedział mały paroletni chłopczyk z kolanami przyciągniętymi pod brodę, dłońmi
obejmował swoje nogi, był cały posiniaczony a z jego pustych oczu płynęły łzy.
Nie szlochał, nie krzyczał, po prostu z oczu spływały mu łzy jakby bał się, że
wydając, choć drobny dźwięk sprawi, że jego oprawcy wrócą tu i znowu będą go
katować. Przez drobne promienie wpadające przez zabite dechami okna można było
dostrzec, że chłopiec ma blond włosy. Tak dobrze się domyślacie to był właśnie
Naruto, gdy miał raptem 3 latka. Obecny blondyn obserwujący to czuł w sobie
pusty żal żal do wszystkich ludzi. To, co czół nawet nie można nazwać
nienawiścią gdyż to było raczej o wiele głębsze uczucie niż taka prosta
wściekłość na swoich oprawców.
Znowu został oślepiony,
lecz tym razem nie była to biel tylko krwistoczerwony ogień. Kiedy gorąc znikł
chłopak widział już 10 letniego blondyna, który chcąc uratować młodą Hyuuga
zaatakował trzech chłopaków, którzy chcieli wymusić na niej przeprosiny. Widząc
to nasz obserwator uśmiechnął się mimowolni
-Zawsze byłem i będę lekkomyślnym głupkiem-powiedział do siebie. Widział jak po chwili sam obrywa od tych trzech chłopaków, ale mimo bólu czuł, że zdobył, chociaż zaufanie u jednej osoby, mimo że ową dziewczynę po chwili „porwał” opiekun. Nie zdziwił się tym, że owy mężczyzna nawet mu nie podziękował. Po prostu był szczęśliwy, że pomógł, chociaż jednej znajomej osobie.
-Zawsze byłem i będę lekkomyślnym głupkiem-powiedział do siebie. Widział jak po chwili sam obrywa od tych trzech chłopaków, ale mimo bólu czuł, że zdobył, chociaż zaufanie u jednej osoby, mimo że ową dziewczynę po chwili „porwał” opiekun. Nie zdziwił się tym, że owy mężczyzna nawet mu nie podziękował. Po prostu był szczęśliwy, że pomógł, chociaż jednej znajomej osobie.
Zaczął zapadać się w
otchłań ciemności by po chwili przywalić całą powierzchnią ciała w wodę. Cóż
nie czuł tego upadku, bo to były tylko wspomnienia, ale samo takie widzenie
wywołało odruch zasłaniania się. Po wynurzeniu się z wody widział blondyna
otoczonego krwistoczerwoną czakrą lisiego demona, który walczy z kruczoczarnym
chłopakiem ze skrzydłami wyrastającymi mu z pleców. Owe skrzydła przypominają
rozcapierzone wielkie dłonie. W tym momencie nasz bohater czuł żal do siebie,
że nie był wstanie uratować przyjaciela. Jedynej osoby, która go naprawdę rozumiała,
bo przeżyła to samo, co on sam przeżył.
W tej chwili wzrok
chłopaka został zalany czymś, co przypominało konsystencją, zapachem krew. Gdy
pozbył się tego czegoś z oczu widział samego siebie jak idzie w stronę swoich
przyjaciół z zakrwawioną kataną w dłoni. Miał w tym momencie 25 lat. Sam
pamiętał jak to niedawno się wydarzyło, bo w sumie nie minął nawet rok, gdy
zamordował swoich przyjaciół i zabijając Itachiego przeniósł się w czasie. Gdy
katana owego blondyna przeszyła na wylot, białooką blondyn otworzył oczy i
błyskawicznie podniósł się do siadu patrząc na swoje zabandażowane trzęsące się
ręce.
-Moje dłonie są splamione krwią…krwią przyjaciół-szeptał cicho do
siebie patrząc na ręce. Nagle poczuł ból na lewym policzku, powoli podniósł
dłoń i dotknął tego miejsca. Poczuł szczypanie, więc zabrał dłoń. Powoli
rozejrzał się wokół szukając winowajcy. Wskazał palcem na Em
-Za, co mnie bijesz-powiedział smutnym i oskarżycielskim głosem
-Za to, że gadasz głupoty-odparła dziewczyna, po czym przytuliła go
i lekko pocałowała w policzek-A to za to,
że nas uratowałeś-oznajmiła dziewczyna. Nasz błękitnooki chłopak był tym zaskoczony,
więc tylko siedział i nic nie robił. Po chwili dziewczyna się odsunęła od
blondyna
-Zaraz wrócę- powiedziała i wyszła z jego pokoju a po paru minutach
wróciła niosąc tacę ze sporą ilością jedzenia, na którego widok żołądek
chłopaka „zawarczał” głośno jakby nie jadł od kilku dni. Naruto się lekko
zawstydził i zakłopotany podrapał w tył głowy. Pokojówka się tylko zaśmiała,
postawiła tacę na stoliczku nocnym i powoli wyszła z pokoju. Nasz lisi chłopiec
wstał i bardzo szybko zaczął jeść z apetytem jakby nigdy nic pysznego nie jadł.
Po paru minutach skończył jeść. Powoli podniósł się całkowicie z łóżka i na
chwiejnych nogach powoli ruszył do łazienki by się do końca i całkowicie
rozbudzić. Kilka razy się potknął idąc do łazienki. Tam powoli się rozebrał i
rozwinął bandaże a następnie wszedł pod chłodny prysznic, który spowodował, że
z ust blondyna wydobyło się westchnienie ulgi i przyjemności. Po umyciu swojego
ciała wyszedł z pod prysznica i po wytarciu ciała ruszył do pokoju, w którym
się ubrał w ciemne spodnie i niebiesko białą podkoszulkę z poszarpanymi
rękawami. Zarzucił plecak i powoli wyszedł z pokoju. Nie wiedział jak długo
spał, ale domyślał się, że zbyt długo. Pożegnał się ze wszystkimi i opuścił ową
willę. Udał się spokojnym krokiem do wioski, do której wrócił bez wielkich
przeszkód i utrudnień w parę godzin. Po dotarciu do rodzinnej wioski od razu
poszedł złożyć raport hokage. Po opowiedzeniu tego, co się działo na misji
wrócił do swojego domu gdzie bez rozbierania się padł na łóżko. Nawet nie
zauważył, że dom jest posprzątany nie wiedział a raczej nie zwrócił na to
uwagi. Zasnął jak kamień.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz