17 czerwca 2013

Rozdział 28


-Gdzie ja jestem…czemu jest tu tak ciemno pytał się nasz blondyn. Niestety Naruto tylko się wydawało, że coś mówi. Unosił się w czarnej pustce. Nie wiedział czy ma otwarte oczy czy ma zamknięte. Nie wiedział czy stoi czy leży. Po prostu trwał w zawieszeniu, poza jaką kolwiek egzystencją. Żył, lecz co to było za życie nie wiedzieć, co się wokół dzieje.
Nagle oślepiło go bardzo jasne światło, przez co musiał zasłonić oczy. Gdy blask zniknął zobaczył, że stoi w jakimś budynku. Na ścianach nabazgrane było „spieprzaj” „wynoś się” „potwór” i inne tego typu obelgi przezwiska i przekleństwa. W kącie zaś siedział mały paroletni chłopczyk z kolanami przyciągniętymi pod brodę, dłońmi obejmował swoje nogi, był cały posiniaczony a z jego pustych oczu płynęły łzy. Nie szlochał, nie krzyczał, po prostu z oczu spływały mu łzy jakby bał się, że wydając, choć drobny dźwięk sprawi, że jego oprawcy wrócą tu i znowu będą go katować. Przez drobne promienie wpadające przez zabite dechami okna można było dostrzec, że chłopiec ma blond włosy. Tak dobrze się domyślacie to był właśnie Naruto, gdy miał raptem 3 latka. Obecny blondyn obserwujący to czuł w sobie pusty żal żal do wszystkich ludzi. To, co czół nawet nie można nazwać nienawiścią gdyż to było raczej o wiele głębsze uczucie niż taka prosta wściekłość na swoich oprawców.
Znowu został oślepiony, lecz tym razem nie była to biel tylko krwistoczerwony ogień. Kiedy gorąc znikł chłopak widział już 10 letniego blondyna, który chcąc uratować młodą Hyuuga zaatakował trzech chłopaków, którzy chcieli wymusić na niej przeprosiny. Widząc to nasz obserwator uśmiechnął się mimowolni
-Zawsze byłem i będę lekkomyślnym głupkiem-powiedział do siebie. Widział jak po chwili sam obrywa od tych trzech chłopaków, ale mimo bólu czuł, że zdobył, chociaż zaufanie u jednej osoby, mimo że ową dziewczynę po chwili „porwał” opiekun. Nie zdziwił się tym, że owy mężczyzna nawet mu nie podziękował. Po prostu był szczęśliwy, że pomógł, chociaż jednej znajomej osobie.
Zaczął zapadać się w otchłań ciemności by po chwili przywalić całą powierzchnią ciała w wodę. Cóż nie czuł tego upadku, bo to były tylko wspomnienia, ale samo takie widzenie wywołało odruch zasłaniania się. Po wynurzeniu się z wody widział blondyna otoczonego krwistoczerwoną czakrą lisiego demona, który walczy z kruczoczarnym chłopakiem ze skrzydłami wyrastającymi mu z pleców. Owe skrzydła przypominają rozcapierzone wielkie dłonie. W tym momencie nasz bohater czuł żal do siebie, że nie był wstanie uratować przyjaciela. Jedynej osoby, która go naprawdę rozumiała, bo przeżyła to samo, co on sam przeżył.
W tej chwili wzrok chłopaka został zalany czymś, co przypominało konsystencją, zapachem krew. Gdy pozbył się tego czegoś z oczu widział samego siebie jak idzie w stronę swoich przyjaciół z zakrwawioną kataną w dłoni. Miał w tym momencie 25 lat. Sam pamiętał jak to niedawno się wydarzyło, bo w sumie nie minął nawet rok, gdy zamordował swoich przyjaciół i zabijając Itachiego przeniósł się w czasie. Gdy katana owego blondyna przeszyła na wylot, białooką blondyn otworzył oczy i błyskawicznie podniósł się do siadu patrząc na swoje zabandażowane trzęsące się ręce.
-Moje dłonie są splamione krwią…krwią przyjaciół-szeptał cicho do siebie patrząc na ręce. Nagle poczuł ból na lewym policzku, powoli podniósł dłoń i dotknął tego miejsca. Poczuł szczypanie, więc zabrał dłoń. Powoli rozejrzał się wokół szukając winowajcy. Wskazał palcem na Em
-Za, co mnie bijesz-powiedział smutnym i oskarżycielskim głosem
-Za to, że gadasz głupoty-odparła dziewczyna, po czym przytuliła go i lekko pocałowała w policzek-A to za to, że nas uratowałeś-oznajmiła dziewczyna. Nasz błękitnooki chłopak był tym zaskoczony, więc tylko siedział i nic nie robił. Po chwili dziewczyna się odsunęła od blondyna
-Zaraz wrócę- powiedziała i wyszła z jego pokoju a po paru minutach wróciła niosąc tacę ze sporą ilością jedzenia, na którego widok żołądek chłopaka „zawarczał” głośno jakby nie jadł od kilku dni. Naruto się lekko zawstydził i zakłopotany podrapał w tył głowy. Pokojówka się tylko zaśmiała, postawiła tacę na stoliczku nocnym i powoli wyszła z pokoju. Nasz lisi chłopiec wstał i bardzo szybko zaczął jeść z apetytem jakby nigdy nic pysznego nie jadł. Po paru minutach skończył jeść. Powoli podniósł się całkowicie z łóżka i na chwiejnych nogach powoli ruszył do łazienki by się do końca i całkowicie rozbudzić. Kilka razy się potknął idąc do łazienki. Tam powoli się rozebrał i rozwinął bandaże a następnie wszedł pod chłodny prysznic, który spowodował, że z ust blondyna wydobyło się westchnienie ulgi i przyjemności. Po umyciu swojego ciała wyszedł z pod prysznica i po wytarciu ciała ruszył do pokoju, w którym się ubrał w ciemne spodnie i niebiesko białą podkoszulkę z poszarpanymi rękawami. Zarzucił plecak i powoli wyszedł z pokoju. Nie wiedział jak długo spał, ale domyślał się, że zbyt długo. Pożegnał się ze wszystkimi i opuścił ową willę. Udał się spokojnym krokiem do wioski, do której wrócił bez wielkich przeszkód i utrudnień w parę godzin. Po dotarciu do rodzinnej wioski od razu poszedł złożyć raport hokage. Po opowiedzeniu tego, co się działo na misji wrócił do swojego domu gdzie bez rozbierania się padł na łóżko. Nawet nie zauważył, że dom jest posprzątany nie wiedział a raczej nie zwrócił na to uwagi. Zasnął jak kamień.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz