17 czerwca 2013

Rozdział 30


Od ostatniej misji minął dokładnie tydzień. W wiosce liścia nic się ciekawego nie działo może poza tym, że zazwyczaj z rana z pokoju Naruto było słychać krzyk chłopaka spowodowany tym, że zapewne goła Maya tuliła się do niego mocno. A skąd to ludzie mogli wiedzieć? A stąd, że zawsze po tym było słychać, „co ty robisz w moim łóżku masz swój pokój” a ludzie jak to ludzie dopowiadali sobie resztę, przez co kilka razy oberwał od pewnej różowowłosej dziewczyny za „molestowanie” tej dziewczyny, która musi z nim mieszkać. O tak moi drodzy tak właśnie wyglądał ten nudny i leniwy tydzień gdyż nie było żadnych misji a Kakashiego gdzieś wywiało, co oczywiście niczym nadzwyczaj dziwnym nie było gdyż potrafił znikać nawet na kilka dni. Gdy obudził się kolejnego dnia coś go zdziwiło. A mianowicie to, że, jak co rano nie było, Mayi, która by się w niego wtulała.
-Ech chyba się za bardzo przyzwyczaiłem do tego, że jak się budzę ona jest obok- zaśmiał się na tą myśli i wstał kręcąc lekko na boki głową. Zauważył na szafeczce liścik a raczej karteczkę, którą wziął i zaczął czytać

            „Na pewno dziwi cię to, że nie ma mnie obok ciebie, co? Nie martw się i tak zrobiłam sobie z ciebie poduszkę, bo jesteś wygodny. A bym zapomniała z dziewczynami postanowiłyśmy iść na plażę skoro nic się ciekawego nie dzieje, więc się nie martw”

-Dobrze, że chociaż zostawiła liścik-pomyślał z lekkim uśmiechem, odłożył kartkę na miejsce, po czym wszedł do łazienki umyć się i załatwić inne poranne czynności. Po wytarciu i standardowym ubraniu w ciemne ciuchy udał się do kuchni gdzie postanowił zrobić sobie jakąś kanapkę do jedzenia. Po skonsumowaniu porannego posiłku i posprzątaniu nasz Naruto postanowił wyjść z domu i poszlajać się po wiosce, bo nic innego jak na razie nie miał do roboty i zastanawiając się, co mógłby dzisiaj robić.
-Kyubi, co ty na to by podenerwować, Kibę, że nie będzie miał dziewczyny- zapytał się swojego demonicznego i nieodłącznego towarzysza, jakim był kyubi.
-Jakoś mi się nie chce, bo on jest dosyć głupi i zawsze jest między wami walka- odparł demon
-To, co mam niby robić? Rozebrać się do naga i pilnować ubrania- zapytał z ironią w głosie blondyn
-Nie, czym ja sobie zasłużyłem na takie tortury- zapytał kyubi zasłaniając oczy łapami. Po czym oboje się zaśmiali.
-Jakby nie patrzeć sam siebie ośmieszyłeś, bo w końcu jesteśmy tacy sami- ogryzł się blondyn. Po takiej pogawędce zrobił kilka klonów, które wysłał do znajomych a sam czekał na polu treningowym, na którym przywołał kyubiego. Lis przypominał Naruto, lecz miał nieco dłuższe włosy krwistego koloru i złotego koloru oczy, poza tym miał bardziej naznaczone lisie blizny na policzkach oraz posiadał niewielkie lisie uszy. Gdy wszyscy chłopacy przyszli to, co niby robili? A to, co każdy w ich wieku, czyli rozmawiali o dziewczynach, pili dość słabe sake oraz walczyli. Podczas jednej z walk odwrócił głowę w stronę gdzie jest droga na plaże, po czym dostał bardzo mocnego kopniaka w brzuch od kyubiego, co spowodowało, że przebił się przez drzewo. Powoli się podniósł ocierając usta z krwi
-Też to poczułeś
-Tak i nie podoba mi się to- odparł lis na pytanie Naruto, który po chwili pędził w stronę plaży. Reszta chłopaków nie wiedziała, o co chodzi, więc poszli do siebie a kyu biegł za naturo. Blondyn wybił się w połowie drogi, po czym wylądował pomiędzy jakąś dziewczyną a facetem, który się do niej zbliżał, ale niestety owy jegomość stracił wszystko a dla tego, że został przecięty dłonią blondyna dokładnie na dwie części.
-Kto następny- zapytał pokazując swoje lisie zęby i demoniczny wzrok
-Chętnie się pobawię takimi ścierwami, które chcą skrzywdzić moje znajome- dodał demonicznym głosem a w jego dłoniach pojawiły się dwie katany. Naprzeciw blondyna pojawili się shinobi, lecz widać było, że nie są to ludzie gdyż każdy z nich miał ogon i uszy
-Tss…pieprzony drań- warknął odbijając kataną lecące w swoją stronę ostrze z przyczepionym do rękojeści łańcuchem. Po czym wskoczył w środek i unikając ciosów chwiejąc się specjalnie na boki to podskakując przecinał im nogi, z których tryskała krew, to wbił katanę wprost w klatkę oponenta zabijając go na miejscu, to rzucił inną pochwyconą katanę tak, że wbiła się mężczyźnie prost w czoło. Nagle został ugryziony w ramię przez jednego z napastników, którego górna część się wgryzła w chłopaka
-Złaś ze mnie skórwysynie- krzyknął łapiąc go za głowę i zrywając go z siebie by na koniec zmiażdżyć jego głowę za pomocą swojej stopy. Przejechał palcami po miejscu ugryzienia
-Ten gnój pozbawił mnie możliwości korzystania z czakry- powiedział do siebie unikając ciosów sztyletu zamocowanego na łańcuchu z niewielkimi oczkami. Po kilku unikach w końcu udało mu się złapać za rękojeść ostrza. Okręcił łańcuszek wokół swojego torsu, dzięki czemu zbliżył się do napastnika i ostrzem przebił jego gardło i szarpnięciem w lewo rozpłatał je całkowicie, co spowodowało piękną fontannę czerwonej wody zwanej potocznie krwią dającą życie. Pokonał pięciu napastników, został jeszcze jeden oraz ich lider, który był najgroźniejszy. Dodatkowym utrudnieniem było to, iż ich lider jak i oni pochodzili z wioski kyubiego i byli uciekinierami. Ostatni przeciwnik nie licząc lidera uśmiechnął się pod maską. Owa szóstka, z którą walczył naruto była ubrana w całkowicie na czarno a ich twarze zasłaniały maski Ninja, co całkowicie nie pozwalało dostrzec, kim są. Ostatni z szóstki rzucił kunayem z doczepioną wybuchową notką w stronę jednej z przywiązanych dziewczyn. Niestety te liny blokowały jakiekolwiek umiejętności. Zasłonił dziewczynę własnym ciałem pojawiając się tuż przed nią by po chwili nastąpił ogromny wybuch, który zagłuszył krzyk naszego Naruto. Po chwili dym po wybuchu opadł ukazując bardzo mocno poparzone i poranione plecy, ramiona i nogi naszego blondyna. Ten miał płytki i bardzo szybki oddech. Powoli odsunął się od drzewa, co powodowało dźwięk pękającej skóry. Złapał dłonią za koszulę i zdarł ją jednocześnie zrywając spaloną skórę z pleców. Słychać było jego krzyk, lecz nie był to krzyk spowodowany bólem. Nie. To był krzyk wściekłości. Wściekłości potwora i mordercy, jakim kiedyś był blondyn. Zamknął oczy i przechylił głowę w lewo, następnie w prawo, po czym do góry. Przy każdym tym ruchu słuchać było głośne strzelanie kości. Otworzył oczy a w nich było widać tylko i jedynie szaleństwo. Wskazał na mężczyznę palcem
-Zabije cię, Rozerwę na strzępy by na końcu wykąpać się w twej krwi…HA HA HA HA HA- oznajmił śmiejąc się obłąkańczo i szaleńczo z rekami rozłożonymi na boki i uniesioną głową w stronę nieba. Owinął łańcuch na katanie blokując atak na swoją klatkę by następnie uderzyć go z całej siły w głowę swoją głową, co powtórzył kilka razy, przez co mężczyzna zagłębił się po kostki w ziemi. Kopnął go z w brzuch, co spowodowało, że odleciał do tyłu. Następne parę minut polegało na tym, że wymieniali się ciosami i robili uniki. Po pewnym czasie naszemu blondynowi udało się odciąć palce lewej dłoni przeciwnika, który uklęknął przez to na ziemi. Po chwili przebił jego druga dłoń, która sięgał po katanę by po chwili owinąć łańcuch wokół jego szyi i napierając nogą na jego pelcy powoli przyciągać jego przebitą dłoń do gardła tak, że po chwili zostało przebite, co oczywiście oznaczało śmierć. Walka z ich szefem była długa i męcząca. Żaden z nich nie miał widocznej przewagi. Walczyli jakby przewidywali swój najbliższy ruch. Ich walka była płynna i przypominała bardziej taniec i zabawę niż walkę na śmierć i życie. Po chwili przeciwnik postanowił zrobić to samo, co ostatni z jego podwładnych i kataną zaatakował Tentei. Tuż przed wbiciem się ostrza w ciało dziewczyny pojawił się Naruto a klinka przeszła przez jego lewy bok i wyszła prawym. Mężczyzna zaśmiał się i machnął kataną zrzucając z niej blondyna, który potoczył się aż nad klif.
-Jesteś taki przewidywalny idioto- oznajmił mężczyzna
-Nie pozwolę ci Ikki- krzyknął Naruto powoli się podnosząc na chwiejnych nogach. Z jego ust spływała krew a jego oddech stał się jeszcze szybszy i o wiele bardziej płytki. Na dodatek coraz częściej zachłyskiwał się powietrzem.-Nie zabijesz więcej przyjaciół Kyu- krzyknął chcąc rzucić w niego kunayem, lecz zostało to niestety powstrzymane przez to, iż owy Ikki wbił katanę w brzuch blondyna, co wysunęło go nad kilkunastometrowy klif jednocześnie unosząc broń razem z naszym bohaterem w górę. Po krótkiej acz zdawałoby się dla obserwatora wiecznej chwili dłoń i głowa blondyna zawisły bezwładnie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz