Naruto dotarł z resztą
osób, które się dostały do drugiego etapu egzaminu na miejsce owego etapu.
Jedyne, co na razie widzieli to wielki las i wysokie ogrodzenie, które otaczało
je ze wszystkich stron
-To jest las śmierci -zaczęła -Zanim
tam wejdziecie chcę byście coś podpisali i dowiedzieli się coś o owym miejscu
–powiedziała Anko i zaczęła opowiadać, że las ma średnicę 10km i jest tam
bardzo dużo niebezpieczeństw. Blond włosy chłopak miał to gdzieś, bo doskonale
znał tą jej wypowiedź, więc machał tylko dłonią w rytm jej słów. Po chwili
poczuł lekkie szczypanie na policzku by po chwili z tego miejsca pociekła
stróżka krwi, za nim pojawiła się Anko. Jest wysoką kobietą o bardzo ponętnych
kształtach, ale jest też dość szalona, przystawiła chłopakowi kunay do gardła i
zlizała jego krew z policzka. Naruto odchylił głowę z wrednym uśmiechem i
powiedział cicho
-Najpierw kolacja a później może zabawa- po tych słowach zabrał kartkę, którą trzeba
podpisać i zniknął. Czyta spokojnie to, co wypisano, czyli zagrożenia,
niebezpieczeństwo to, że się wie, że można zginąć i inne lub podobne pierdoły
-Jak bym tego nie wiedział- pomyślał chłopak, po czym westchnął w lekkim załamaniu i chodzi sobie
spokojnie, bo mają trochę czasu na podpis. W odpowiednim momencie wrócił do
swoich przyjaciół z podpisanym formularzem czy jak to tam można nazwać. Każda
drużyna po kolei wchodziła do zasłoniętej budki i tam dostawała jeden zwój
Czarny lub Biały. Zadaniem było zdobycie przeciwnego koloru od tego, który się
ma i na dodatek przetrwanie w tym lesie i dotarcie do jego środka gdzie jest budynek,
do którego trzeba to wszystko zanieść.
-No to zaczyna się ostra jazda- pomyślał nasz Naruto, gdy otrzymali Biały zwój.
Sasuke schował go do kabury na broń, którą miał przyczepioną do lewego uda, po
czym drużyną udali się pod bramę, którą mają wejść do środka. O ustalonej godzinie,
czyli o 12: 00 bramy otworzyły się i każdy wbiegł do środka poza drużyną naruto,
która spokojnie sobie weszła. Udali się w głąb mrocznego i niebezpiecznego
lasu. Blond włosy chłopak uważnie nasłuchiwał czy nikt się nie zbliża. Dotarli tak
do niewielkiej polanki, ale i tak była całkowicie zasłonięta przez rosnące
drzewa.
-Przydałoby się nam jakieś hasło by nikt się nie
podszył pod żadnego z nas -powiedział
Sasuke, na co wszyscy przytaknęli głowami- Słuchajcie,
więc bo nie powtórzę drugi raz „Podążam za tobą
Podążasz za mną
Nie wiem, dlaczego
Twoje kłamstwa są tak czyste
Będę łamał racje przez ironię” zapamiętaliście -zapytał cóż zapewne sądzili, że Naruto nie
zapamiętał, ale on wraz z Sakurą kiwnęli głowami, że zapamiętali.
-Zaraz wracam- oznajmił Naruto idąc gdzieś głębiej w krzaki. Po jakimś czasie wyszedł z
nich podchodząc do przyjaciół
-Hasło- mruknął Sasuke, chłopak podał poprawnie hasło by po chwili oberwać w twarz
i odlecieć dość spory kawałek w powietrzu.-
Ładnie, ale nasz, naruto by tego nie zapamiętał -powiedział Sasuke i zaczął
walczyć z nieprawdziwym Naruto. W tym samym momencie prawdziwy blondyn uwolnił
się z więzów i pojawił się tuż za fałszywką przykładając mu kunay do szyi
-Oddaj swój zwój, bo inaczej cię zabiję- powiedział przyciskając bardziej kunay do gardła przeciwnika,
który od razu zmienił się w prawdziwego siebie. Było to chłopak, który usta
miał zakryte jakaś maską do oddychania pod wodą. Spróbował go związać, lecz
przeciwnik zniknął gdzieś- Zasrany
popierdoleniec- mruknął pod nosem Naruto. Po tym zaczęli przygotowywać
sobie miejsce do spania w końcu trzeba było tu spędzić 5 dni. Lecz niedane im
było skończyć przygotowań, bo nagle zerwał się straszliwy podmuch, który
odrzucił ich daleko do tyłu. Gdy wiatr nagle zniknął paręnaście metrów przed
nimi pojawił się jakiś osobnik, który zasłaniał kapeluszem twarz.
-Czego ty chcesz- spytał Naruto, chociaż dobrze wiedział, kim jest
ten osobnik.
-Przyszedłem odebrać wam wasz zwój -oznajmił sam połykając swój biały zwój, którego
potrzebowali. Jakimś mocnym podmuchem Naruto został odrzucony tak, że przebił
parę drzew. Zaś Sasuke i Sakura zostali sparaliżowani spojrzeniem przeciwnika.
Napastnik rzucił w nich dwa kunaye i by się ruszyć sharinganowiec wbił sobie
kunay w nogę, dzięki czemu uratował siebie i towarzyszkę. Ich walka była bardzo
krótka, ale i ciekawa. Sasuke udało się aktywować sharingan, co dodało mu mocy
i szybkości. Używał wszystkich swoich najlepszych ataków, czyli katona. W
pewnym momencie napastnik, którym był Orochimaru przywołał ogromnego węża,
który rzucił się w stronę Sasuke. W tym momencie nim wąż zaatakował Uchiche
pojawił się, Naruto, który wbił głowę węża w drzewo trzymając go za skórę
-Hej ty- powiedział blondyn- Nic ci nie jest
mały tchórzu -spytał patrząc na Sasuke swoimi krwistoczerwonymi oczami z
pionowymi źrenicami. W tym momencie jego ramiona i tors zostały oplecione przez
język napastnika -Rany, jakie to
obrzydliwe puszczaj mnie ty pojebie -wrzasnął na orochimaru, który
podciągnął mu bluzę i spojrzał na pieczęć -o
nie- pomyślał i gdy wężowaty
zaczął wykonywać pieczęć by zablokować mu przepływ czakry Naruto szybko starał
się wymyślić, co i jak. Gdy jego dłoń zbliżała się do podbrzusza chłopaka nie
wiele myśląc szybko wytworzył kolce, które wyszły mu z ciała raniąc język i
dłoń Orochimaru, lecz zrobił to za późno i przepływ czakry został częściowo
zablokowany. Zrobił to jak najszybciej, przez co nie pomyślał i zrobił kolce
pod skórą, przez co o wiele bardziej oberwał niż przeciwnik, który odrzucił go
gdyż przez tą pieczęć częściowo stracił przytomność. Teraz leciał w dół, lecz
nikt nie wiedział, że ukradł mu ten jego zwój. Schował go tak, że nikt tego nie
widział, padł na ziemię z wielkim hukiem, lecz jednak jakimś cudem to przeżył.