27 marca 2013

Rozdział 15


Naruto dotarł z resztą osób, które się dostały do drugiego etapu egzaminu na miejsce owego etapu. Jedyne, co na razie widzieli to wielki las i wysokie ogrodzenie, które otaczało je ze wszystkich stron
-To jest las śmierci -zaczęła -Zanim tam wejdziecie chcę byście coś podpisali i dowiedzieli się coś o owym miejscu –powiedziała Anko i zaczęła opowiadać, że las ma średnicę 10km i jest tam bardzo dużo niebezpieczeństw. Blond włosy chłopak miał to gdzieś, bo doskonale znał tą jej wypowiedź, więc machał tylko dłonią w rytm jej słów. Po chwili poczuł lekkie szczypanie na policzku by po chwili z tego miejsca pociekła stróżka krwi, za nim pojawiła się Anko. Jest wysoką kobietą o bardzo ponętnych kształtach, ale jest też dość szalona, przystawiła chłopakowi kunay do gardła i zlizała jego krew z policzka. Naruto odchylił głowę z wrednym uśmiechem i powiedział cicho
-Najpierw kolacja a później może zabawa- po tych słowach zabrał kartkę, którą trzeba podpisać i zniknął. Czyta spokojnie to, co wypisano, czyli zagrożenia, niebezpieczeństwo to, że się wie, że można zginąć i inne lub podobne pierdoły
-Jak bym tego nie wiedział- pomyślał chłopak, po czym westchnął w lekkim załamaniu i chodzi sobie spokojnie, bo mają trochę czasu na podpis. W odpowiednim momencie wrócił do swoich przyjaciół z podpisanym formularzem czy jak to tam można nazwać. Każda drużyna po kolei wchodziła do zasłoniętej budki i tam dostawała jeden zwój Czarny lub Biały. Zadaniem było zdobycie przeciwnego koloru od tego, który się ma i na dodatek przetrwanie w tym lesie i dotarcie do jego środka gdzie jest budynek, do którego trzeba to wszystko zanieść.
-No to zaczyna się ostra jazda- pomyślał nasz Naruto, gdy otrzymali Biały zwój. Sasuke schował go do kabury na broń, którą miał przyczepioną do lewego uda, po czym drużyną udali się pod bramę, którą mają wejść do środka. O ustalonej godzinie, czyli o 12: 00 bramy otworzyły się i każdy wbiegł do środka poza drużyną naruto, która spokojnie sobie weszła. Udali się w głąb mrocznego i niebezpiecznego lasu. Blond włosy chłopak uważnie nasłuchiwał czy nikt się nie zbliża. Dotarli tak do niewielkiej polanki, ale i tak była całkowicie zasłonięta przez rosnące drzewa.
-Przydałoby się nam jakieś hasło by nikt się nie podszył pod żadnego z nas -powiedział Sasuke, na co wszyscy przytaknęli głowami- Słuchajcie, więc bo nie powtórzę drugi raz „Podążam za tobą
Podążasz za mną
Nie wiem, dlaczego
Twoje kłamstwa są tak czyste
Będę łamał racje przez ironię” zapamiętaliście -zapytał cóż zapewne sądzili, że Naruto nie zapamiętał, ale on wraz z Sakurą kiwnęli głowami, że zapamiętali.
-Zaraz wracam- oznajmił Naruto idąc gdzieś głębiej w krzaki. Po jakimś czasie wyszedł z nich podchodząc do przyjaciół
-Hasło- mruknął Sasuke, chłopak podał poprawnie hasło by po chwili oberwać w twarz i odlecieć dość spory kawałek w powietrzu.- Ładnie, ale nasz, naruto by tego nie zapamiętał -powiedział Sasuke i zaczął walczyć z nieprawdziwym Naruto. W tym samym momencie prawdziwy blondyn uwolnił się z więzów i pojawił się tuż za fałszywką przykładając mu kunay do szyi
-Oddaj swój zwój, bo inaczej cię zabiję- powiedział przyciskając bardziej kunay do gardła przeciwnika, który od razu zmienił się w prawdziwego siebie. Było to chłopak, który usta miał zakryte jakaś maską do oddychania pod wodą. Spróbował go związać, lecz przeciwnik zniknął gdzieś- Zasrany popierdoleniec- mruknął pod nosem Naruto. Po tym zaczęli przygotowywać sobie miejsce do spania w końcu trzeba było tu spędzić 5 dni. Lecz niedane im było skończyć przygotowań, bo nagle zerwał się straszliwy podmuch, który odrzucił ich daleko do tyłu. Gdy wiatr nagle zniknął paręnaście metrów przed nimi pojawił się jakiś osobnik, który zasłaniał kapeluszem twarz.
-Czego ty chcesz- spytał Naruto, chociaż dobrze wiedział, kim jest ten osobnik.
-Przyszedłem odebrać wam wasz zwój -oznajmił sam połykając swój biały zwój, którego potrzebowali. Jakimś mocnym podmuchem Naruto został odrzucony tak, że przebił parę drzew. Zaś Sasuke i Sakura zostali sparaliżowani spojrzeniem przeciwnika. Napastnik rzucił w nich dwa kunaye i by się ruszyć sharinganowiec wbił sobie kunay w nogę, dzięki czemu uratował siebie i towarzyszkę. Ich walka była bardzo krótka, ale i ciekawa. Sasuke udało się aktywować sharingan, co dodało mu mocy i szybkości. Używał wszystkich swoich najlepszych ataków, czyli katona. W pewnym momencie napastnik, którym był Orochimaru przywołał ogromnego węża, który rzucił się w stronę Sasuke. W tym momencie nim wąż zaatakował Uchiche pojawił się, Naruto, który wbił głowę węża w drzewo trzymając go za skórę
-Hej ty- powiedział blondyn- Nic ci nie jest mały tchórzu -spytał patrząc na Sasuke swoimi krwistoczerwonymi oczami z pionowymi źrenicami. W tym momencie jego ramiona i tors zostały oplecione przez język napastnika -Rany, jakie to obrzydliwe puszczaj mnie ty pojebie -wrzasnął na orochimaru, który podciągnął mu bluzę i spojrzał na pieczęć -o nie- pomyślał i gdy wężowaty zaczął wykonywać pieczęć by zablokować mu przepływ czakry Naruto szybko starał się wymyślić, co i jak. Gdy jego dłoń zbliżała się do podbrzusza chłopaka nie wiele myśląc szybko wytworzył kolce, które wyszły mu z ciała raniąc język i dłoń Orochimaru, lecz zrobił to za późno i przepływ czakry został częściowo zablokowany. Zrobił to jak najszybciej, przez co nie pomyślał i zrobił kolce pod skórą, przez co o wiele bardziej oberwał niż przeciwnik, który odrzucił go gdyż przez tą pieczęć częściowo stracił przytomność. Teraz leciał w dół, lecz nikt nie wiedział, że ukradł mu ten jego zwój. Schował go tak, że nikt tego nie widział, padł na ziemię z wielkim hukiem, lecz jednak jakimś cudem to przeżył.

25 marca 2013

Rozdział 14


Obudził się bardzo wcześnie przed pierwszym egzaminem. Umył się i po wytarciu założył bokserki, czarne przylegające, ale niekrępujące ruchów długie spodnie, białą podkoszulkę, zaczął naklejać na przedramiona kartki z zapieczętowanymi w środku różnymi rodzajami broni i np butelkę wody, po tym zaczął bandażować ręce by nie było widać tych rzeczy. 
-Teraz wyglądam jak brewka- powiedział lekko się śmiejąc, założył czarną bluzę, którą jak na razie miał rozpiętą, założył kaptur, wziął swoje zwierzę i ruszył spokojnie do budynku, w którym był pierwszy egzamin. Ludzie dziwnie się na niego patrzyli, ale cóż, po jakimś czasie spokojnie dotarł na miejsce i po zdjęciu kaptura wszedł do środka razem ze swoją drużyną, która czekała na niego przed drzwiami. Powoli doszli do sporej grupki
-Co jest grane- spytał blondyn
-Ci goście nie chcą nas wpuścić do środka- usłyszał w odpowiedzi, poszedł na przód do tych gości, co nie pozwalali im wejść, Sasuke wcześniej zaatakował jednego z tych osobników, lecz przeszkodził a raczej zatrzymał ich Brewka zatrzymując je dłońmi, po paru minutach blondyn się odezwał.
-Suńcie się- mruknął spokojnie, ale głosem nieznoszącym sprzeciwu
-A, jeżeli nie to, co zrobisz- spytał chłopak, który miał jakąś taśmę przechodzącą przez policzek, twarz i drugi policzek
-Pokażę ci swoją siłę zabijając cię- odparł unosząc brew z lekkim uśmiechem spokojnie poczekał aż mnie kopnie w twarz, przez co lekko odchylił głowę na bok
-Jeżeli na tyle cię stać to idź zamów sobie szpital na rok -powiedział odwracając twarz w jego stronę i ocierając krew z ust, po czym błyskawicznie przywalił mu pięścią w brzuch -I następnym razem nie używajcie tak tandetnego jutsu- mruknął i ruszył dalej korytarzem
-A ty, dokąd -spytała Sakura, on tylko westchnął przeciągle
-Może ty jej odpowiesz Sasuke- spytał
-Sakura zapewne udaje, że nie zauważyła tego genjutsu, bo to jest sala numer 201 a nie 301- odparł Sasuke i po chwili całą trójką udali się w odpowiednią stronę
-Chcę z tobą walczyć- usłyszeli będąc na dole schodów. Z góry darł się do nich Lee. Było jeszcze trochę czasu, więc postanowili z drużyną odetchnąć po tym durnym incydencie
-Zapowiada się niezła zabawa- odparł Sasuke. Blondyn stanął z boku i obserwował ich krótką, ale ekscytującą walkę, która pokazała, że Sasuke jednak można pokonać
-Teraz będzie masa gadania, jaką to on ma urażoną dumę- mruknął pod nosem.
-Takie życie młody takie życie -usłyszał odpowiedź lisa ta jego wypowiedź wywołała u mnie uśmiech
-No trochę się pobawiłeś Sasuke a teraz trzeba iść do Sali- powiedział Naruto spokojnie idąc w stronę klasy gdzie miał odbyć się egzamin. Dotarli i weszli do owego pomieszczenia
-W.witaj N.naruto- usłyszał cichy i nieśmiały głos Hinaty, uśmiechnął się do niej i przywitał się z przyjaciółmi, po czym zajął miejsce w ławce czekając na egzamin.
Przy tablicy pojawił się mężczyzna z blizną na twarzy
-Przed sobą macie kartki- zaczął mówić- Macie 3 godziny na rozwiązanie pytań a 15minut przed końcem dostaniecie ostatnie pytanie- powiedział- nie radzę wam ściągać, bo ci oto shinobi będą was pilnować- oznajmił-, gdy przyłapią kogoś z drużyny 3 razy na ściąganiu cała drużyna zostaje wywalona- dodał podkreślając ostatnie słowo -w takim razie zaczynajcie pisać- na tym zakończył swój monolog siadając za biurkiem i przyglądając się geninom. Naruto odwrócił spokojnie kartkę i przeczytał pytania. Wiedział, że nie muszą tego pisać, bo wiedział, co się wydarzy, ale jednak postanowił coś tam napisać. Cóż, mimo że miał wiedzę z czasów „przed przeniesieniem” jego tutaj to jakoś nie mógł wymyślić odpowiedzi na te pytania, a może raczej mu się nie chciało, kto to wie, on sam tego nie wie
-N.Naruto-kun- usłyszał cichy szept Hinaty, spojrzał na nią dyskretnie
-Tak- spytał cicho, dziewczyna zaczęła lekko ruszać dłońmi jakby nie wiedząc, co z nimi zrobić
-J.jeżeli ch.chcesz to d.dam ci ściągnąć- wyszeptała cicho
-Nic się nie zmieniła nadal słodka, pomocna, przyjacielska i we mnie zakochana- pomyślał uśmiechając się do niej lekko
-Miło mi, że chcesz to zrobić, ale nie chcę byś ty i twoja drużyna zostali wyrzuceni za to, że mi pomagasz- wyszeptał cicho a jego słowa sprawiły, że dziewczyna się mocno zarumieniła- a poza tym mam plan- dodał ciszej, zapewne zauważyła, że nic nie napisał no cóż poczeka do ostatniego pytania, które będzie za parę minut, napisał tam jedną odpowiedź.
-Czas na ostatnie pytanie- usłyszeli wszyscy zgromadzeni w Sali- Tutaj nie są ważne punkty, jakie zdobyliście do tej pory- powiedział spokojnie-, Jeżeli chcecie możecie się wycofać i cała drużyna przystąpi do powtórnego egzaminu za rok a jeżeli źle odpowiecie na to pytanie na zawsze zostaniecie Geninami- oznajmił podkreślając dobitnie ostatnie cztery słowa. Wiele osób spanikowało, wiedział, w którym momencie Sakura ma zamiar podnieść dłoń, więc sam powoli wstał
-Mogę zostać na wieki, geninem, ale nigdy nie uciekam przed wyzwaniem- krzyknął uderzając dłonią w blat stołu-, Jeżeli ktoś ucieka przed zadaniem to jak ta osoba śmie nazywać się shinobim- oznajmił żaden prawdziwy shinobi nie okaże strachu, lecz tylko straszliwy głupek nie odczuwa go- powiedział spokojnie siadając na swoim miejscu, założył ręce za głowę i odchylił się na krześle patrząc się w „testera”. Facet spojrzał na wszystkich, poczekał z 2 minuty i nikt więcej nie odszedł, po czym uśmiechnął się
-Wszyscy zdali- powiedział a on tylko się lekko uśmiechnął opowiedział nam jakąś wymyśloną misję tą, którą już kiedyś słyszał, zanim skończył mówić o drugiej części egzaminu przez szybę wleciał materiał, który po chwili się rozpostarł. W środku była kobieta, która stała przed tym materiałem, na którym było napisane jej imię i że jest egzaminatorem w drugiej części
-Jestem Anko i jestem waszym drugim egzaminatorem- powiedziała
-Znowu falstart Anko- mruknął zza materiału nasz pierwszy egzaminator. Wszyscy ruszyli na drugą część egzaminu.

Rozdział 13


Dzisiejszy dzień jakoś się zaczął leniwie. Naruto wstał, gdy słońce wpadało prosto najego twarz, gdy zerknął na zegarek zobaczył ze jest 12: 00 a spotkanie drużyny było jakieś dwie godziny temu
-I tak nie będą się martwić- powiedział do siebie wstając powoli i idąc do łazienki gdzie się umył, wytarł się i ubrał w pokoju bieliznę, ciemne spodnie, białą podkoszulkę i czarną rozpiętą bluzę z kapturem
-I, co głodny jest mój piesio- spytał a zwierzak cicho zawarczał na potwierdzenie. Wziął zwierzaka i udał się z nim do kuchni, tam sam zjadł i nakarmił wilka, po czym jak to robił Kiba wsadził zwierzaka za podkoszulkę i wyszedł z domu, po czym powoli udał się na spotkanie z drużyną siódmą. Dotarł spokojnie na miejsce gdzie od razu został zaatakowany przez Sakurę, zablokował jej uderzenie otwartą dłonią
-Bardzo miłe powitanie- mruknął pod nosem odpychając ją lekko do tyłu
-Nie bój się ta zwariowana baba nic ci nie zrobi –powiedział delikatnie drapiąc zwierzaka za uchem po chwili pojawił się Sensei
-Jak sądzę wczoraj mieliście małe spotkanie z kimś prawda -spytał a zanim odpowiedzieli dodał-to był wasz test sprawdzający czy nadajecie się na egzamin na chunina, który odbywa się za parę dni -dodał, po czym po powiedzeniu, że mają wolne zniknął, Blondyn spokojnie udał się w tylko sobie znanym kierunku gdzie trenował ciężko ze swoimi klonami, w odpoczynku zawsze przychodził do miasta gdzie rozmawiał z przyjaciółmi i relaksował się w gorących źródłach
-Ciekawe czy jest możliwość zrobić jakieś techniki na podstawie czyichś- powiedział cicho pod nosem, gdy siedział w gorących źródłach. Tak gorące źródła zawsze były najlepsze dla relaksu i odpoczynku, tu można było przemyśleć wszystkie sprawy, odpocząć, pomarzyć i po prostu, co najważniejsze zrelaksować się. Po odpoczynku wstał i owinął biodra ręcznikiem, po czym udał się do przebieralni, tam wytarł się i ubrał, po czym spokojnie ruszył do domu na odpoczynek. Egzamin miał odbyć się za dwa dni i do wioski przychodziły dziwne osoby z innych wiosek
-Mam cię braciszku Naruto- usłyszał wiedział, do kogo należy ten głos, odwrócił się spokojnie uśmiechając się lekko
-Czyżbyście mnie szukali -spytał patrząc na drużynę Konohamaru, wiedział, co ten dzieciak zamierza po chwili z chmury dymu wyłoniła się jego „kobieca forma” cóż on to samo zrobił, ale jego „forma” była lepsza, po czym oboje się zmienili w siebie
-Jeszcze trochę i będziesz tak dobry jak ja- powiedział czochrając chłopaka po włosach
-Pamiętaj nie ma drogi na skróty- powiedział uśmiechając się do nich -Jak podrośniecie nauczę was kilku technik -powiedział uśmiechając się do nich -A teraz wybaczcie muszę odpocząć po treningu i przygotować się na egzamin- po tych słowach ruszył do swojego domu. A tam poszedł spać. Następny dzień minął mu cały na trenowaniu i tyle. Następny dzień to był egzamin.

Rozdział 12


Siedząc tak niedaleko jeziorka wyciągnął z kieszeni papierosa
-Ciekawe czy nadal to umiem- pomyślał, wsadził papierosa do ust i zapalił, zaciągnął się raz głęboko, po czym wypuścił dym kaszląc mocno -jak widać nadal tego nie znoszę -mruknął pod nosem, zgasił papierosa zgniatając go w dłoni, podszedł do jeziorka i napił się wody, po czym ochlapał sobie wodą twarz. W tym momencie odwrócił się szybko i złapał w dłoń kunay
-Radze ci chodzić ciszej powiedział z wrednym uśmieszkiem
-Jak to możliwe przecież nie wydałem żadnego dźwięku pomyślał Iruka sensei, który przemienił się w jakiegoś zbira by go sprawdzić
-Czy to mają być jakieś kpiny spytał spokojnie by po chwili stać za „oponentem” przykładając mu do gardła kunay -Mogłeś bardziej się postarać powiedział, po czym dodałem szeptem Iruka sensei, po czym odsunął się i wrócił spokojnie na swoje miejsce gdzie siedział a Iruka zniknął gdzieś
-Podejdziesz Hinata- zapytał odchylając głowę do tyłu i patrząc w stronę dziewczyny, która wystawiła głowę by go obserwować, uśmiechnął się do niej lekko i poklepał miejsce obok siebie, dziewczyna zarumieniona powoli podeszła i usiadła niedaleko. Patrzyli się spokojnie w jeziorko, zwierzak blondyna położył się na kolanach Hinaty a ona delikatnie je głaskała.
-W.wiesz ż.że niedługo jest egzamin spytała cicho dziewczyna a on tylko kiwnął głową na potwierdzenie -Moja drużyna będzie w nim uczestniczyć -powiedziała cicho z lekkim rumieńcem
-Moja drużyna pewnie też –oznajmił- a wiesz z kąt to mogę wiedzieć -spytał, ale od razu odpowiedział-, bo ta walka, która była przed chwilą to chyba był test -odparł uśmiechając się do dziewczyny. Siedzieli tak długi czas patrząc się to w wodę to w niebo to czasem ze sobą rozmawiając, co sprawiało, że Hinata się rumieniła nieco mocniej.
-Jaki dzisiaj jest dzień -spytał się w myślach Kyubiego
-Młody nie męcz mnie jakimiś durnymi dniami -mruknął kyu w odpowiedzi -Ja nie liczę dni, od kiedy jakby to ująć- przerwał na chwile swoją wypowiedź, po czym dodał -trafiłem do ciebie bez urazy dodał na końcu
-Ech znasz mnie jak po mnie spływają urazy lub ich nie pokazuje -odparł demonowi i zaczął sobie spokojnie patrzeć na twarz Hinaty, dziewczyna widząc to powoli rumieniła się coraz mocniej i mocniej
-Cz.czemu mi się t.tak przyglądasz- wyszeptała cicho robiąc swój typowy gest, jakim jest stykanie palców wskazujących ze sobą
-Nie mogę sobie popatrzeć na jedną z ładnych dziewczyn z naszego rocznika -zapytał z delikatnym uśmiechem a reakcja Hinaty była bardzo szybka mianowicie zarumieniła się bardzo mocno i zemdlała akurat tak, że oparła się o ramię chłopaka. Blondyn zaśmiał się cicho pod nosem i lekko pokręcił głową w lekkim załamaniu, delikatnie poklepał ją po policzku
-Wstawaj, bo już powoli widać bliźniacze siostry twoich oczu- wyszeptał cicho, na co dziewczyna powoli zaczęła otwierać oczy, gdy zauważyła, że trzyma głowę na jego ramieniu od razu odskoczyła cała czerwona, a on się tylko lekko zaśmiał
-Przyjemnie jest tak siedzieć w miłym towarzystwie -powiedział zerkając na Hinatę z miłym uśmiechem, zarumieniła się nieco mocniej i przytaknęła mu ruchem głowy.
-W takim razie do zobaczenia, kiedy indziej Hinata-chan- powiedział, zabrał zwierzaka i delikatnie cmoknął dziewczynę w policzek i poszedł do swojego domu, nie zauważył, że wypadł mu zeszycik, w którym pisał swoją ala książkę. Hinata wzięła tą książkę i w domu ją zaczęła czytać z uśmiechem i lekkim rumieńcem. Po dotarciu do swego domu blondyn wszedł do środka i zjadł jabłko. W pokoju rozebrał się a w łazience umył pod prysznicem, po czym ubrał czarne bokserki i położył się na łóżku a zwierzaka zaś na poduszce obok.

Rozdział 11


Szukał ich bardzo długo
-Rany to normalnie jak szukanie guza wśród gąbek- pomyślał, gdy nie mógł znaleźć przyjaciół-załatwimy to inaczej ­dodał w myślach zrobił kilkanaście klotów, które rozbiegły się we wszystkie strony, on oparł się plecami o ścianę i czekał na jakąś informacje od klona, który by ich znalazł. Otworzył oczy, gdy jeden z klonów znalazł te osoby, które poszukiwał. Pędem ruszył w wyznaczone miejsce jednocześnie kazał klonom zniknąć. Po jakimś czasie dotarł na miejsce.
-Nawet nie wiecie jak długo was szukałem-powiedział dobiegając do przyjaciół i zatrzymując się tuż przed nimi ze swoim normalnym uśmiechem, który jak zawsze wywołał rumieniec u Hinaty
-A, po co nas szukałeś-spytał Kiba drapiąc Akamaru, który warczał na blondyna jakby gonie poznawał
-A to z tego powodu-powiedział wyciągając małego i słodkiego wilczka z plecaka, zwierzak miał słodką minkę a uroku dodawało mu to że miał wywalony język na bok- I chciałem cię prosić byś mi opowiedział jak się nim opiekować i jak o niego dbać- dodał drapiąc zwierzaka za uchem, cóż w sumie to wiedział jak dbać o zwierzaki bo je miał ale po prostu chciał też się upewnić, zauważył że Hinata patrzyła na zwierzaka z lekkim uśmiechem
-Musisz z nim spędzać sporo czasu, karmić go, szczepić i po prostu dbać o niego a będzie twym wiernym przyjacielem-, gdy Kiba to powiedział zaczął głaskać Akamaru po głowie.
-Dzięki za informacje-powiedział z uśmiechem- Byliście na misji-zapytał- i jak wam poszła- dodał był ciekaw jak im poszło.
-Było ciężko, ale jakoś się udało-odpowiedział Kiba a Hinata tylko przytaknęła głową- a ty też byłeś na misji a tobie jak poszła i na czym polegała-zapytał Kiba
-Nie powinienem tego mówić-powiedział-, ale ta misja miała wyższą rangę niż powinna- szepnął cicho tak by tylko oni mogli to usłyszeć- polegała na ochronie budowniczego, który musiał skończyć most by ich wioska odżyła na nowo- zaczął spokojnie- po drodze mieliśmy parę problemów, co nadal trochę czuje w barku-powiedział poruszając lekko lewym barkiem- w wiosce tam trochę trenowaliśmy, pilnowaliśmy i obranialiśmy budowniczego- powiedział- a mi się trafiło obraniać też jego wnuczkę- powiedział w lekkim załamaniu
-Coś wyczuwam, że nie podobała ci się ochrona tej dziewczyny- stwierdził Kiba ze złośliwym uśmieszkiem
-W pewnych aspektach tak-odparł blondyn- ona przysłowiowo przyczepiła się do mnie i by przestała tyle mówić i by, chociaż przez jakiś czas był spokój musiałem przypomnieć sobie jak się gra na gitarze i śpiewać oraz rysować-powiedział patrząc spokojnie w niebo, przez to mogli dostrzec bandaże
-A c.co c.ci się s.stało- wyszeptała zarumieniona Hinata
-A to-powiedział- mała wpadka podczas walki z wysokiej rangi przeciwnikiem z kraju wody chyba-powiedział w zamyśleniu. Usłyszał tylko śmiech Kiby- Skoro mi nie wierzysz spytaj Sasuke, który sobie z nim nie dał rady- odparł spokojnie i zanim coś powiedział dodał- może kiedyś wyruszylibyśmy razem na misie było by ciekawie i moglibyśmy zrobić mały turniej naszych drużyn- po tych słowach pożegnał się z przyjaciółmi- Do zobaczenia- powiedział i pobiegł gdzieś tylko w sobie znanym kierunku.
-I jak cię tu nazwać malutki-powiedział drapiąc zwierzaka po brzuchu- Dla mnie pasuje do ciebie kataj- powiedział uśmiechając się do wilczka, nie wiedział, że śledzi go, Hinata. Cóż śledzeniem to można było by tego nie nazwać. Blondyn sobie cicho śpiewał http://www.youtube.com/watch?v=V5tCUNYuDAw&feature=related gdy zakończył usłyszał głos kyubiego
-Dość ponura piosenka-powiedział gość mej duszy
-Wiem, ale jakoś mi się spodobała i pasuje akurat do bolesnych wspomnień kiedyś z dzieciństwa- odpowiedział-, ale teraz jesteśmy przecież dobrymi przyjaciółmi ty sierściuchu- pomyślał a na jego ustach zagościł delikatny uśmiech, po jakimś czasie dotarł do parku i usiadł sobie przy jeziorku patrząc się w wodę.

Rozdział 10

Zobaczył jakąś demoniczną twarz i usiadł na łóżku z otwartymi oczami. Oddychał szybko a po jego plecach i torsie spływały kropelki potu, jakoś nie zdziwiło go, że nie miał na sobie podkoszulki.
-ałł- mruknął pod nosem łapiąc się za brzuch, po chwili złapał się za głowę-rany, ale mnie łeb nap…boli-dodał po chwili, powoli zaczął wstawać i kierować się do łazienki. Jakoś tam dotarł na chwiejnych nogach, odkręcił lodowatą wodę i wszedł pod prysznic, woda nieco go otrzeźwiła i uśmierzyła ból
-rany czuję się jak kiedyś na mega kacu-mruknął odgarniając dłonią włosy do tyłu i podnosząc przy tym głowę by woda padała mu na twarz. Po jakimś czasie wyszedł z pod prysznica już nie chwiejąc się na nogach, ale i tak miał ból głowy, wytarł się ręcznikiem i założył bokserki, po czym wyszedł z łazienki i założył spodnie oraz białą podkoszulkę, wyszedł z pokoju i skierował się powoli do kuchni gdzie jak sądził, wszyscy powinni być. I jego przeczucie okazało się prawdą. Byli wszyscy poza Yoi, z czego się w pewnym sensie cieszył
-Powie mi ktoś, co się stało-spytał-, bo czuję się jak bym wrócił z mega popijawy-powiedział rozmasowując sobie skronie. Zauważył zdziwienie wszystkich
-co jest- zapytał- mam coś na twarzy- dodał w zamyśleniu przejeżdżając dłonią po twarzy, ale nic nie miał poza tym, że włosy zasłaniały mu oczy to nic się nie zmienił, zawiązał opaskę na czole tak jak zawsze i jakoś dziwnie szybko ich zdziwienie zniknęło. Wziął jabłko i jedząc je słuchałem opowiadania Kakashiego
-Hmm, czyli jednak nic się nie zmieniło- mruknął w zamyśleniu z lekkim uśmiechem- To, kiedy będziemy wracać-spytał już normalnie patrząc na Kakashiego
-Skoro się obudziłeś wcześniej niż zakładaliśmy-powiedział- i widząc, że wyglądasz jakby nic się nie stało to możemy nawet za chwile wszyscy są gotowi- dodał, blondyn kiwnął głową i wywalił ogryzek do kosza
-To zaraz będziemy ruszać tylko się szybko spakuję- powiedział i po tych słowach nie było go już w kuchni, spakował się dość szybko, książkę, którą zaczął pisać a raczej dopiero opisał wygląd jednej z postaci, której nawet nie wymyślił jeszcze imienia można nazwać książką to by było ciekawe. Cóż jakoś czasu nie miał by się nad tym głowić a teraz w drodze powrotnej na pewno znajdzie czas, schował ją do kieszeni, bo to była niewielka książeczka a raczej coś takiego jak czyta sensei wiec się jakoś zmieściła, założył plecak i wyszedł z pokoju.
-To możemy ruszać- powiedział i całą drużyną wyszli z tego domu i zaczęli iść w stronę powrotną, gdy nagle usłyszeli czyjeś wołanie, odwrócili się w stronę głosu a po chwili blondyn stał jak wryty gdyż Yoi zarzuciła mi ręce na szyję i bardzo namiętnie pocałowała w usta. Miała na sobie lekką sukienkę, co bardziej go zaskoczyło, niepewnie oddał pocałunek i gdy to wyczuła odsunęła się mocno zarumieniona. Podrapałem się w tył głowy z uśmiechem i lekkim rumieńcem
-nie wiem, za co to było-powiedział bardzo cicho tak, że tylko Yoi mogła to słyszeć-, ale było bardzo miłe- po ostatnim słowie zarumieniła się jeszcze bardziej, co spowodowało, że się wyszczerzył. Po chwili ruszyli dalej a on zdążył jeszcze usłyszeć jak budowniczy mówi do nie
-Podoba ci się ten Uzumaki, co- dalej nie słyszał wypowiedzi, bo byli już za daleko. Po jakimś czasie wyciągnął z kieszeni książeczkę i długopis otworzył na pierwszej stronie i przeczytał wygląd postaci, blizna w kształcie X na lewym policzku i podobna rozcinająca dolną wargę oraz idąca od prawego kącika ust w stronę oka, co wykrzywiało jego uśmiech w nienaturalny sposób, czarne włosy i białe oczy z pionowymi złotymi oczami. Sprawdził jak by to wyglądało na sobie i trzeba przyznać, że to ciekawie wyglądało.
                        „ aktualnie znajdował się w szpitalu gdyż znaleziono
                         go całego zakrwawionego i poranionego przed bramą
                         dowiedziano się, że jego rodzice zostali przez kogoś
                        zmasakrowani, ale nie było wiadomo, przez kogo. Pewna
                        Krwisto włosa piękna dziewczyna o błękitnych oczach
                        Podkochiwała się w tym chłopaku gdyż często go widywała
                        Jak przychodził do szpitala by zaleczyć rany…”
Przerwał pisanie, bo poczuł draśnięcie na policzku, zamknął powoli książkę, schował ją i w tym momencie złapał metalowy kij obrócił się wyrywając go z rąk napastnika zdzielił go nim w głowę tak, że stracił przytomność, rozejrzał się zamyślonym wzrokiem po okolicy, niewielka grupka bandytów ich zaatakowała, cóż każdy już załatwił po jednym tak jak on, kręcąc tym kijem zastanawiał się, co dalej, wywalił go. Nic się nie działo, więc ruszyli dalej w drogę powrotną, miał niewielką ranę na policzku. Usłyszał coś i wysłał niepostrzeżenie klona w tamtym kierunku.
-Czym ty byłeś tak zajęty, że nie zauważyłeś walki- spytała wściekle Sakura, cóż ona szybko i łatwo się wściekała jakby to powiedziała pewna osoba „takiej kobiety ani kochać ani z nią żyć, bo jeszcze gotowa cię zabić” cóż to była prawda, wzruszył tylko ramionami na pytanie Sakury i dalej szedł spokojnie. To spowodowało, że Sakura bardziej się zezłościła i była teraz bardziej natarczywa by się dowiedzieć, co robił. Westchnął przeciągle w załamaniu
-Może się tak zajmiesz swoim kochanym Sasuke, co- spytał by wspomniany chłopak usłyszał, momentalnie jego słowa sprawiły, że dziewczyna się zarumieniła i przestała mówić. Stanął wtedy z tyłu i klon pojawił się obok niego i dał mi niewielkiego czarnego wilczka o złotych ślepiach-na razie cię wsadzę do plecaka-powiedział cicho do zwierzaczka i tak jak, powiedział też uczynił- Czasem się cieszę, że jestem w drużynie z Sasuke, bo przynajmniej raz o nim wspomnę i każda dziewczyna przestaje mówić-mruknął pod nosem tak, że Sasuke to usłyszał, bo podszedł do niego
-Jeżeli chcesz mi robić wyrzuty za ten tekst do Sakury to sam rozumiesz, że jak ktoś jest nachalny to to strasznie denerwuje-powiedział blondyn, Sasuke tylko kiwnął głową
-A mi powiesz, co cię tak zajęło-spytał spokojnie, westchnął- jak tobie powiem to będę musiał i Sakurze- powiedział, kiwnął palcem w stronę Sakury, która ciekawska szybko podeszła- Po prostu pisałem i tyle- i jak się spodziewał usłyszał ich śmiech, którym się nie przejął, przeszedł przez bramę i od razu ruszył w stronę Ichiraku Ramen, miał bliznę na policzku oraz był też częściowo zabandażowany, bo, mimo że szybko mu się rany goją to tamte trochę musi potrzymać pod bandażami, bo były dość solidne.
-Ta to bardzo zabawne- mruknął jeszcze i po jakimś czasie wszedł do ichiraku, usiadł przy barze i z plecaka wyciągnął zwierzaka
-I jak wygodnie było- spytał drapiąc wilczka za uchem, zwierze zaczęło delikatnie drżeć. Gdy podszedł staruszek blondyn zamówił ramen, trochę wody i niewielki kawałek mięska dla zwierzaka, jedząc, co jakiś czas karmił „swoje zwierze”, bo jak mu powiedział klon leżało przy zabitej matce, więc się postanowił nim zająć. Po skończonym jedzeniu zapłacił
-Staruszku nie wierz może gdzie jest drużyna Hinaty- spytał Naruto
-Albo są na polu treningowym albo jak są na misji to powinni niedługo wrócić- stwierdził staruszek uśmiechając się do niego przyjaźnie
-Wakarimashita- powiedział kiwając głową- w takim razie Ja Ne- powiedział, zabrał wilczka i ruszył do swojego domu by się rozpakować i posprzątać po czym z wilczkiem wyszedł na poszukiwanie drużyny Hinaty.

22 marca 2013

Rozdział 9


Dzień mijał za dniem. Nic ciekawego się nie działo. Robiło się w sumie coraz nudniej. Przez te dni starali się wchodzić na drzewo, ale bez wbiegania. To im zajęło trochę czasu, więc nie było tak źle. Naruto zaczęła dość mocno irytować Yoi. Denerwowało go to, że strasznie dużo mówiła i chyba próbowała każdej sztuczki by się w niej zakochał. Przez tą dziewczynę zaczął pisać jakieś opowiadanie, które może przerodzi się w książkę a poza tym by przestała tyle gadać postanowił nauczyć się a raczej przypomnieć sobie jak się gra na gitarze. Uczył się grać, a raczej będzie uczył. Cóż te dwa pytania nie dawały mu spokoju
-Kyu skoro zanim mnie cofnęło do dzieciństwa umiałem grać to ja uczyłem się grać czy będę się uczył-spytał się swojego wiecznego duchowego towarzysza
-Skoro ty nie znasz na to odpowiedzi to tym bardziej ja-odparł mi lis-najlepiej zgódźmy się z tym, że nauczyłeś się grać i tyle-odparł kyu. Cóż jego odpowiedź była chyba najlepsza, dzięki czemu blondyn już nie zajmował głowy tym pytaniem czy grał czy będzie się tego uczył. Siedział aktualnie pod drzewem na polance, którą Yoi pokazała mu na początku czyli jakiś tydzień temu. Przy nim oczywiście siedziała owa dziewczyna, która rozmawiała a raczej mówiła coś do niego a on jej nie słuchał, chociaż wiedział, co mówi
-Może cię narysuje, co ty na to-spytał by przerwać jej potok słów i używając stwierdzenia Shikamaru „jest upierdliwe”, dziewczyna potaknęła energicznie głową zgadzając się na ten pomysł. Uśmiechnął się do niej, co wywołało u niej lekkie rumieńce. Była ubrana w długie nieco przylegające spodnie, białą podkoszulkę i na to miała jeszcze założoną koszulkę, która miała dość spory dekolt, ale biała podkoszulka troszkę go zasłaniała. Musiał sam przed sobą przyznać, że to wyglądało dość kusząco a jej rumieńce dodawały jej niewinności.
-Jak chcesz bym ciebie narysował-spytał wyciągając z plecaka zeszycik i ołówek.
-Może w jakiś kuszący sposób-powiedziała lekko zamyślonym głosem- albo jak karmisz mnie winogronami a ja trzymam głowę na twoich kolanach- to powiedziała bardzo cicho rumieniąc się nieco mocniej. Naruto się cicho zaśmiał.
-To mam pewien ciekawy pomysł- powiedział i zaczął rysować, co jakiś czas zerkając na, Yoi która delikatnie się rumieniła. Po paru minutach skończył rysunek i pokazał go dziewczynie. Narysował ją nad brzegiem jeziorka ubraną tak jak jest obecnie, która lekko pochyla się do przodu kusząc przy tym, miała delikatne rumieńce. W odbiciu tafli zaś trzymała zarumienioną głowę na kolanach blondyna, a on trzymał winogrona i oboje się do siebie uśmiechali. Zauważył, że się zarumieniła patrząc na rysunek
-J.jest p.piękny- wyszeptała, objęła chłopaka lekko za szyję i delikatnie musnęła jego policzek po czym przytuliła się. To go trochę zaskoczyło, bo raczej spodziewał się, że będzie chciała go pocałować w usta
-Przesadzasz-powiedział uśmiechając się do niej- Chodź odprowadzę cię do domu i zobaczę czy coś się nie dzieje na moście-dodał i wstał, po czym podał jej dłoń by jej pomóc wstać a następnie spokojnie ruszyli w stronę domu. Po paru góra parunastu minutach odstawił ją do domu, po czym jak powiedział ruszył na prawie ukończony most nie wiedząc, co tam zobaczy
-Przez ostatnie dni było zbyt spokojnie prawda-spytał się swojego demona
-Masz rację mały-odparł lis-to znak, że coś się niedługo musi wydarzyć- odparł
-Ja też tak sądzę przyjacielu- odpowiedział i na tym jak na razie zakończył rozmowę z demonem. Droga dziwnie szybko mu minęła, z oddali słyszał, że coś się dzieje na moście. Gdy tam dotarł przez mgłę zbyt sporo nie zobaczył, ale dostrzegł jakieś lustra
-I zaczyna się zabawa-pomyślał, skupił czakrę w stopach i bezszelestnie ruszył w stronę tych luster, po chwili był w środku i stałem obok sasuke.
-Nic ci nie jest-spytał widząc, że ma dość sporo ran
-Co ty tu robisz-krzyknął
-Przyszedłem ci pomóc-odparł spokojnie
-W takim razie powinieneś zaatakować od zewnątrz-warknął, w lustrach był przeciwnik, wyglądało jakby był w każdym z nich, ale tak naprawdę tak szybko się między nimi przemieszczał
-To będzie zabawa-pomyślał. Trudno było im walczyć gdyż przeciwnik z każdej strony rzucał w nich senbon’ami* a oni mimo robienia uników obrywali dość mocno. Owa broń albo przelatywała raniąc ic tylko lekko albo wbijała się w ciała.
-Dość tego-Warknął błękitnooki, zrobił dwie pieczęcie i powiedział -Kage Bunshin no jutsu – zrobił dość sporo klonów i każdy zaatakował inne lustro. Jednak wszystkie klony zostały pokonane przez senbony a oryginał też mocno oberwał. Mimo tego powtarzał to kilka razy a Sasuke przyglądał się, bo miał nadzieję dostrzec ruch przeciwnika. Po pewnym czasie udało mu się i kulą ognia podpalił kawałek ubrania przeciwnika. Blondyn był zmęczony przez tworzenie tylu klonów
-Pora to zakończyć-powiedział napastnik i rzucił w ich stronę masę senonów. Wiedział, co się wydarzy, ale mimo to zdziwił się, że Sasuke wziął na siebie wszystkie te senbony, po czym padł Naruto w ręce
-Po, co to zrobiłeś-spytał
-P.przypadek -powiedział cicho, po czym zamknął oczy
-Jak mogłeś go zabić-, wywarczał do swojego przeciwnika a wokół blondyna zaczęły pojawiać się krwistoczerwone smugi czakry
-Zniszczyłeś jego marzenia za to ja zniszczę ciebie-krzyknął, w tym momencie w jego ciało wbiła się masa senbonów. Czakra spowodowała, że po chwili zostały odepchnięte. W szybkim tempie znalazł się przy jednym z luster i rozwalił je pięścią, zrobił szybki unik przed atakiem napastnika, którego od razu po chwili złapał za rękę
-Zabije cię-krzyknął głośniej niż wcześniej a w jego ręce zaczęła pojawiać się niestabilna kula czakry, przez co dłoń zaczęła mu drżała- Rasen…- nie dokończył, bo gdy owa kula dotknęła ciała przeciwnika znikła a po chwili eksplodowała odrzucając obydwu daleko. Cóż ichiruki nie panował jeszcze za dobrze nad tą techniką, więc mu się o wiele mocniej oberwało niż przeciwnikowi. Dzięki pomocy demonicznego przyjaciela nie stracił przytomności. Przeciwnik przeniósł się i przyjął śmiertelny cios, jaki Kakashi wyprowadzał na jego pana czy tam przyjaciela, który miał na imię Zabuza. Po chwili i Zabuza zginął zabijając na koniec lidera bandytów, który rządził tym miastem jako szef bandytów.
-Skoro Gato nie żyje, kto nam zapłaci- spytał jeden z bandytów, który wypowiedział imię swego szefa, zamiast odpowiedzi Kakashi kiwnął do mnie głową. Ręką, w której miał ową kulę była bezwładna, ale czuł, że czakra nadal może nią płynąć. Zdrową ręką podniósł bezwładną dłoń i zębami złapał za rękaw. Złożył odpowiednie pieczęcie i stworzył masę klonów, po czym razem z nimi rzucił się na pozostałą bandę oprychów, z którymi dość długo się użerał, ale pokonał ich wszystkich. Gdy klony zniknęły Naruto przez odniesione rany i ze zmęczenia padł nieprzytomny na plecy.

Rozdział 8


Obudził się jakoś wcześniej niż zawsze, czyli o 6 rano. Porozciągał się trochę, po czym w łazience przepłukał twarz i zmienił ubranie. Wyszedł z niej mając na sobie ciemne luźne spodnie, białą podkoszulkę i rozpiętą koszulę, strój ukrywał ciężarki, jakie nosił, spokojnie i powoli zszedł na dół do kuchni. Wyciągnął z lodówki jabłko i nalał sobie szklankę soku, po czym usiadł do stołu i jedząc jabłko, co jakiś czas popijał je sokiem. Po paru minutach do kuchni weszła Yoi, uśmiechnął się do niej szeroko, na co dziewczyna się lekko zarumieniła
-Trzeba przyznać, że te jej rumieńce są słodkie- pomyślał -tak samo jak pewnej białookiej damy-dodał jeszcze w myślach-Witaj- powiedział na głos-Ładny dzień prawda-dodał. Dziewczyna przytaknęła mu głową i usiadła naprzeciw niego-Może chciałabyś coś do jedzenia-spytał i nie czekając na odpowiedź ruszył się i zaczął coś przygotowywać na śniadanie. Po kilku chwilach no minutach postawił na stole talerz z kanapkami i kilka szklanek z herbatą
-Smacznego Yoi-chan –Powiedział a dziewczyna automatycznie się mocniej zarumieniła
-S.smacznego- powiedziała i zaczęła powoli zjadać śniadanie, po kilku chwilach przyszła reszta i też zaczęli się zajadać. Dziewczyna zjadła i wyszła przed dom
-Naruto wczoraj, gdy poszedłeś spać porozmawialiśmy i doszliśmy do wniosku byś ochraniał Yoi, bo możliwe jest, że zbóje będą chcieli ją porwać- Powiedział Kakashi
-Wiem, o jakich zbójów ci chodzi sensei gdyż Yoi-chan mi o nich opowiedziała-odparł spokojnie- Sądze, że ten pomysł z ochroną to był pomysł Yoi- pomyślał w duchu
-Zapewne masz racje młody-odparł mu w duszy kyu
-A tak pro po skoro się odezwałeś to czy przypadkiem nasz budowniczy nie miał wnuka-spytał się kyubiego
-Jak pamiętam to on powinien mieć wnuka-odparł, Naruto już więcej nic nie odpowiedział kyubiemu
-Zgadzam się-odparł uśmiechając się lekko-Ale nie będę udawał np jej chłopaka-dodał, na co wszyscy się zdziwili. T wzruszył na to ramionami, -To za ile będziemy mieli trening- pytanie skierował do Kakashiego.
-Za jakaś godzinę- odpowiedział, po czym dodał dokładne miejsce gdzie będą ćwiczyć. Po zjedzeniu ruszył w tamtym kierunku, po czym położył się pod drzewem i czekał na resztę drużyny. Przysnęło mu się i kopniakiem w ramie obudziła goSakura
-Następnym razem dostaniesz kunayem- mruknął zaspanym głosem przeciągając się.
-Dziś będziemy uczyć się chodzić po drzewach-zaczął Kakashi. Sakura chciała mu przerwać, ale zdążył dodać -Ale bez użycia rąk- Naruto razem z Sasuke spokojnie przyjęli to do wiadomości, no może blondyn tylko się lekko uśmiechnął w złośliwy sposób. Obserwował jak sensei spokojnie wchodzi po drzewie i zawisa na gałęzi drzewa do góry nogami
-Teraz wy pokażcie, co potraficie-powiedział Kakashi- dla was na początek lepiej byście wbiegali-dodał i rzucił im po kunayu pod nogi- Zaznaczycie nimi, dokąd dobiegliście-dodał, wyciągnęli wbite kunaye i Sasuke oraz Sakura zaczęli wbiegać, on też zaczął wbiegać, dobiegł jak na razie nieco wyżej niż Sasuke, po czym przestał skupiać czakre by wyglądało, że nadal kiepsko nad nią panuje, to spowodowało, że spadł i uderzył mocno plecami w ziemie, co go trochę zatkało
-auu- mruknął podnosząc się i lekko rozmasowując obolałe plecy.
-Brawo Sakura- powiedział Kakashi- jesteś bardzo utalentowana- dodał, po czym pomyślał- No to powinno ich zmobilizować do działania-po chwili powiedział na głos- skoro już to opanowałaś będziesz towarzyszyć naszemu budowniczemu-powiedział schodząc z drzewa, dziewczyna kiwnęła głową i udała się za Senseiem. Blondyn zamknął oczy i wziął kilka oddechów, skierował się do drzewa i zaczął po nim spokojnie wchodzić. Otworzył oczy będąc w połowie drzewa, spojrzał na Sasuke i uśmiechnął się wrednie na widok jego zdziwionej miny, wszedł na sam szczyt drzewa. Postał na nim chwile a następnie zszedł z niego. Widział złość na twarzy przyjaciela, co wywoływało u niego bardziej perfidny uśmiech.
-Dobra rada- powiedział spokojnie od niechcenia- Skup się na celu- dodał, po czym odszedł od niego kierując się do tymczasowego lokum. Dzień upłynął bardzo spokojnie. Dzięki jego radzie Sasuke bardzo szybko skończył ten trening i teraz spokojnie łazili po mieście. Oczywiście koło blondyna szła Yoi, którą miał ochraniać.
- Powiedz tak szczerze- powiedział do Sasuke- Irytuje cię to, co działo się w szkole- powiedział dyskretnie wskazując głową na idącą obok dziewczynę, która co jakiś czas rumieniła się patrząc naniego i bardziej się rumieniąc, gdy na nią spojrzałem
-Tak- odparł Sasuke
-Teraz wiem, jakie to upierdliwe- powiedział znudzonym głosem w lekkim załamaniu, co wywołało lekki uśmiech przyjaciela
-Jak wrócimy do wioski to powalczymy, co ty na to- Spytał się Sasuke a ten tylko przytaknął głową- Będę musiał uważać na to, co jem i piję, gdy będzie mi jedzenie i picie przynosić Yoi- pomyślał. Poza treningiem i tą krótką acz normalną rozmową z sasuke nic ciekawego się nie działo poza tym, że co jakiś czas leżał na ziemi przygnieciony przez Yoi, która rzucała mi się na szyję.
-Nic dziwnego, że Sasuke ma je wszystkie gdzieś to takie wkurzające-pomyślał. Dotarli do jej domu i ona od razu poszła do siebie
-Rany zapewne gdybym był starszy upiłaby mnie i wskoczyła mi do łóżka-mruknął łapiąc się za głowę
-Pomyśl, że ja tak mam, na co dzień-mruknął sasuke
-Tak coś w tym jest przyjacielu- Powiedział klepnął Sasuke w ramie- Może założymy za parę miesięcy zespół-mruknął na głos pozostawiając Sasuke w lekkim zdziwieniu, wszedł do swojego pokoju nie jedząc kolacji, umył się szybko i w bokserkach położył się spać.