Dzień mijał za dniem. Nic
ciekawego się nie działo. Robiło się w sumie coraz nudniej. Przez te dni
starali się wchodzić na drzewo, ale bez wbiegania. To im zajęło trochę czasu,
więc nie było tak źle. Naruto zaczęła dość mocno irytować Yoi. Denerwowało go
to, że strasznie dużo mówiła i chyba próbowała każdej sztuczki by się w niej
zakochał. Przez tą dziewczynę zaczął pisać jakieś opowiadanie, które może
przerodzi się w książkę a poza tym by przestała tyle gadać postanowił nauczyć
się a raczej przypomnieć sobie jak się gra na gitarze. Uczył się grać, a raczej
będzie uczył. Cóż te dwa pytania nie dawały mu spokoju
-Kyu skoro zanim mnie cofnęło do dzieciństwa umiałem grać to ja uczyłem
się grać czy będę się uczył-spytał się swojego wiecznego duchowego
towarzysza
-Skoro ty nie znasz na to odpowiedzi to tym
bardziej ja-odparł mi lis-najlepiej zgódźmy się z tym, że nauczyłeś się grać i tyle-odparł
kyu. Cóż jego odpowiedź była chyba najlepsza, dzięki czemu blondyn już nie
zajmował głowy tym pytaniem czy grał czy będzie się tego uczył. Siedział
aktualnie pod drzewem na polance, którą Yoi pokazała mu na początku czyli jakiś
tydzień temu. Przy nim oczywiście siedziała owa dziewczyna, która rozmawiała a
raczej mówiła coś do niego a on jej nie słuchał, chociaż wiedział, co mówi
-Może cię narysuje, co ty na to-spytał by przerwać jej potok słów i
używając stwierdzenia Shikamaru „jest
upierdliwe”, dziewczyna potaknęła energicznie głową zgadzając się na ten
pomysł. Uśmiechnął się do niej, co wywołało u niej lekkie rumieńce. Była ubrana
w długie nieco przylegające spodnie, białą podkoszulkę i na to miała jeszcze
założoną koszulkę, która miała dość spory dekolt, ale biała podkoszulka troszkę
go zasłaniała. Musiał sam przed sobą przyznać, że to wyglądało dość kusząco a
jej rumieńce dodawały jej niewinności.
-Jak chcesz bym ciebie narysował-spytał wyciągając z plecaka zeszycik i ołówek.
-Może w jakiś kuszący sposób-powiedziała lekko zamyślonym głosem- albo jak karmisz mnie winogronami a ja
trzymam głowę na twoich kolanach- to powiedziała bardzo cicho rumieniąc się
nieco mocniej. Naruto się cicho zaśmiał.
-To mam pewien ciekawy pomysł- powiedział i zaczął rysować, co jakiś czas
zerkając na, Yoi która delikatnie się rumieniła. Po paru minutach skończył
rysunek i pokazał go dziewczynie. Narysował ją nad brzegiem jeziorka ubraną tak
jak jest obecnie, która lekko pochyla się do przodu kusząc przy tym, miała
delikatne rumieńce. W odbiciu tafli zaś trzymała zarumienioną głowę na kolanach
blondyna, a on trzymał winogrona i oboje się do siebie uśmiechali. Zauważył, że
się zarumieniła patrząc na rysunek
-J.jest p.piękny- wyszeptała, objęła chłopaka lekko za szyję i delikatnie musnęła jego
policzek po czym przytuliła się. To go trochę zaskoczyło, bo raczej spodziewał
się, że będzie chciała go pocałować w usta
-Przesadzasz-powiedział uśmiechając się do niej- Chodź
odprowadzę cię do domu i zobaczę czy coś się nie dzieje na moście-dodał i wstał,
po czym podał jej dłoń by jej pomóc wstać a następnie spokojnie ruszyli w
stronę domu. Po paru góra parunastu minutach odstawił ją do domu, po czym jak
powiedział ruszył na prawie ukończony most nie wiedząc, co tam zobaczy
-Przez ostatnie dni było zbyt spokojnie prawda-spytał się swojego
demona
-Masz rację mały-odparł lis-to znak, że coś się
niedługo musi wydarzyć- odparł
-Ja też tak sądzę przyjacielu- odpowiedział i na tym jak na razie
zakończył rozmowę z demonem. Droga dziwnie szybko mu minęła, z oddali słyszał,
że coś się dzieje na moście. Gdy tam dotarł przez mgłę zbyt sporo nie zobaczył,
ale dostrzegł jakieś lustra
-I zaczyna się zabawa-pomyślał, skupił czakrę w stopach i
bezszelestnie ruszył w stronę tych luster, po chwili był w środku i stałem obok
sasuke.
-Nic ci nie jest-spytał widząc, że ma dość sporo ran
-Co ty tu robisz-krzyknął
-Przyszedłem ci pomóc-odparł spokojnie
-W takim razie powinieneś zaatakować od zewnątrz-warknął, w lustrach
był przeciwnik, wyglądało jakby był w każdym z nich, ale tak naprawdę tak
szybko się między nimi przemieszczał
-To będzie zabawa-pomyślał. Trudno było im walczyć gdyż przeciwnik z
każdej strony rzucał w nich senbon’ami* a oni mimo robienia uników obrywali
dość mocno. Owa broń albo przelatywała raniąc ic tylko lekko albo wbijała się w
ciała.
-Dość tego-Warknął błękitnooki, zrobił dwie pieczęcie i powiedział -Kage Bunshin no jutsu – zrobił dość
sporo klonów i każdy zaatakował inne lustro. Jednak wszystkie klony zostały
pokonane przez senbony a oryginał też mocno oberwał. Mimo tego powtarzał to
kilka razy a Sasuke przyglądał się, bo miał nadzieję dostrzec ruch przeciwnika.
Po pewnym czasie udało mu się i kulą ognia podpalił kawałek ubrania
przeciwnika. Blondyn był zmęczony przez tworzenie tylu klonów
-Pora to zakończyć-powiedział napastnik i rzucił w ich stronę masę senonów.
Wiedział, co się wydarzy, ale mimo to zdziwił się, że Sasuke wziął na siebie
wszystkie te senbony, po czym padł Naruto w ręce
-Po, co to zrobiłeś-spytał
-P.przypadek -powiedział cicho, po czym zamknął oczy
-Jak mogłeś go zabić-, wywarczał do swojego przeciwnika a wokół blondyna
zaczęły pojawiać się krwistoczerwone smugi czakry
-Zniszczyłeś jego marzenia za to ja zniszczę ciebie-krzyknął, w tym
momencie w jego ciało wbiła się masa senbonów. Czakra spowodowała, że po chwili
zostały odepchnięte. W szybkim tempie znalazł się przy jednym z luster i
rozwalił je pięścią, zrobił szybki unik przed atakiem napastnika, którego od
razu po chwili złapał za rękę
-Zabije cię-krzyknął głośniej niż wcześniej a w jego ręce zaczęła
pojawiać się niestabilna kula czakry, przez co dłoń zaczęła mu drżała- Rasen…- nie dokończył, bo gdy owa kula
dotknęła ciała przeciwnika znikła a po chwili eksplodowała odrzucając obydwu
daleko. Cóż ichiruki nie panował jeszcze za dobrze nad tą techniką, więc mu się
o wiele mocniej oberwało niż przeciwnikowi. Dzięki pomocy demonicznego przyjaciela
nie stracił przytomności. Przeciwnik przeniósł się i przyjął śmiertelny cios,
jaki Kakashi wyprowadzał na jego pana czy tam przyjaciela, który miał na imię
Zabuza. Po chwili i Zabuza zginął zabijając na koniec lidera bandytów, który rządził
tym miastem jako szef bandytów.
-Skoro Gato nie żyje, kto nam zapłaci- spytał jeden z bandytów,
który wypowiedział imię swego szefa, zamiast odpowiedzi Kakashi kiwnął do mnie
głową. Ręką, w której miał ową kulę była bezwładna, ale czuł, że czakra nadal
może nią płynąć. Zdrową ręką podniósł bezwładną dłoń i zębami złapał za rękaw.
Złożył odpowiednie pieczęcie i stworzył masę klonów, po czym razem z nimi
rzucił się na pozostałą bandę oprychów, z którymi dość długo się użerał, ale
pokonał ich wszystkich. Gdy klony zniknęły Naruto przez odniesione rany i ze
zmęczenia padł nieprzytomny na plecy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz