08 kwietnia 2013

Rozdział 18


Chłopak otworzył oczy, znowu znajdował się w czarnej pustce
-nie tylko nie to- pomyślał, lecz jednak to nie było to samo, co widział ostatnio, oglądał walkę dwóch bardzo podobnych do siebie chłopaków, jeden z nich to był on, gdy zabijał swych przyjaciół, miał krwistoczerwone włosy i błękitne oczy, naprzeciw niego stał taki sam chłopak, lecz jego włosy były blond koloru a oczy krwistoczerwone z pionowymi źrenicami, walka była bardzo wyrównana, lecz nie było dane mu zobaczyć wyniku tego pojedynku gdyż kuksaniec w ramie przywrócił go do rzeczywistości, otworzył oczy i rozejrzał się dokoła
-jestem w piekle- mruknął pod nosem widząc znany tak sobie i znienawidzony przez siebie widok szpitalnego sufitu, podniósł się powoli, obok siebie dostrzegł białowłosego mężczyznę z ogromnym zwojem na plecach
-Czym zasłużyłem sobie na wizytę zboczonego pustelnika -zapytał z uśmieszkiem
-wyruszasz ze mną na trening- odparł mężczyzna, tego samego dnia wyruszyli na miesięczny trening. Tyle czasu było przed finałowymi walkami. Podczas tej swojej wędrówki nauczył się dokładniej panować nad podstawową wersją spadku czwartego Hokage oraz odnalazł piątą hokagę, która cóż miała spory biust i miała na imię Tsunade. Po tym miesięcznym treningu chłopak wrócił do wioski, podczas gdy go nie było w Konoha pomógł się zmienić Garze, który też jest posiadaczem demona zaś trzeci hokage został zabity przez Orochimaru, ale ginąc zabrał jego „ręce”, czyli Sarutobi użył swej ostatecznej techniki i zamiast wykraść całą duszę misin-ninja zabrał mu duchowe ręce, przez co jego prawdziwe dłonie stały się martwe prawie jak kamień. W dzień walki na arenie wszyscy walczący stawili się na środku, byli wszyscy poza Naruto i Sasuke. Na widowni był tłum ludzi, każdy chciał zobaczyć jedynie walkę Sasuke i Gary. Przed całkowitym rozpoczęciem walk na arenie pojawił się Naruto, który klęczał i siedział wyprostowany na swoich nogach, ubrany był w czarne luźne spodnie, białą przylegającą podkoszulkę i czarną zapiętą koszulę z krótkimi rękawami. Przedramiona miał owinięte bandażem, dłonie miał bardzo mocno poharatanie i lekko mu się trzęsły, podobnie poharatane miał piszczele a rana cięta na szyi dopiero, co się zasklepiła. Taki widok zdziwił wszystkich nie tylko osoby, które będą walczyć, ale i osoby na widowni. Blondyn nie przejmował się szeptami ludzi, siedział tak spokojnie, wszyscy, którzy nie mieli walczyć opuścili arenę i weszli na widownię, sędzia dał sygnał do walki, blondyn jednak nie zmienił swojego miejsca, tuż przed twarzą złapał kunay
-Czy ty nawet chwili nie możesz poczekać -spytał podnosząc się i otrzepując strasznie pokrwawione piszczele z piasku, powoli zdjął z kostek i nadgarstków ciężarki, pokręcił kilka razy karkiem tak, że kości mu głośno strzeliły. Wystawił przed siebie prawą dłoń
-Przysięgałem cię zwyciężyć i zrobię to- wywarczał blondyn- Ja nie rzucam swych słów na wiatr- oznajmił ze spokojem, ruszył pędem na swego przeciwnika i uderzył go, niewiele zabrakło, lecz neji’emu udało się sparować ten atak, lecz dostał kopniaka w nogę, a naruto odskoczył do tyłu robiąc kilka salt.
-Jednak nie jesteś takim mistrzem jak sądziłeś -odparł naruto, sam jednak dostał w ramię, którym lekko poruszył jak -igły, co -pomyślał uśmiechając się lekko pod nosem, zrobił mostek, gdy parę kunay poleciało w jego stronę, nieco rozcięły mu brzuch
-Podział cienia -powiedział cicho a obok niego pojawiło się parę jego klonów, rzuciły się na Neji’ego, który z łatwością się ich pozbył, po chwili jego przeciwnik wykorzystał styl swego rodu i zablokował 64 punkty przepływu czakry blondyna
-Byłeś i będziesz zawsze głupim słabeuszem -powiedział neji, blondyn powoli się podniósł, z jego ust ciekła krew
-Jeszcze raz mnie tak nazwij a pożałujesz- powiedział cicho dysząc ze zmęczenia, po chwili dostał znowu czakrą w serce, co odrzuciło blondyna daleko do tyłu był poobcierany przez kamienie i piasek, jaki znajdował się na arenie
-Jesteś słabeuszem -powtórzył neji, naruto kaszlnął krwią barwiąc ziemię na czerwono, powoli i chwiejnie się podniósł
-Pokonam…cię -wyszeptał naruto- nie…ma…czegoś jak przeznaczenie -dodał -nie…znasz prawdziwego cierpienia- zaczął zanim białooki zaczął opowiadać mu o swojej rodzinie -nie wiesz jak to jest, gdy każda znana ci osoba życzy ci śmierci, sama chce ci ją zadać, nie chce ci pomóc- powiedział cały się trzęsąc- nie wiesz jak to jest, gdy dorośli ludzie biją, kopią, ranią i kaleczą bezbronnego kilkuletniego chłopca -powiedział patrząc się na trybuny -większość z tu obecnych patrzyła i patrzy na mnie lodowato gorzej niż na mordercę -oznajmił a z jego oczu poleciało parę słonych kropel, które spływając mu po policzkach znaczyły drogę by po chwili spaść na ziemię- nie zrozumiesz tego, co przeżyłem a gdyby jednak jakoś byś to przeżył zapewne byś oszalał lub popełnił samobójstwo -powiedział, spojrzał na białookiego z determinacją, złożył pieczęć do kumulowania czakry by po paru chwilach zaczęła spowijać go krwistoczerwona czakra, która po chwili otoczyła go tworząc coś na rodzaj zbroi. Naruto stał się przez to szybszy, silniejszy i miał bardziej wyczulone zmysły, pędem ruszył na nejiego i pokonał go w bardzo szybki sposób, po połączeniu krwistoczerwonej czakry blondyna z obronnym wirem zrobionym z czakry białookiego powstał wielki wybuch i dwa kratery w jednym leżał blondyn a w drugim białooki, neji wstał i podszedł do krateru, w którym leżał naruto
-Mówiłem ci, że nie wygrasz z przeznaczeniem -oznajmił, lecz po chwili z podziemi wyłonił się blondyn, który uderzył z całej siły swego przeciwnika w szczękę, przez co stracił całą siłę
-Każdy może przełamać przeznaczenie, jeżeli chcesz i masz determinację zapamiętaj to przyjacielu -powiedział podając mu dłoń i pomagając mu wstać, nie zwracając uwagi na wiwaty i krzyki zdziwienia oraz radości przyjaciół ruszył z nejim do szpitala by go wyleczyli
-Każdy decyduje o swoim przeznaczeniu, o czym przekonasz się pewnie za parę minut- dodał blondyn -a i może kiedyś stworzymy zespół zastanów się- po tych słowach ruszył na widownię

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz