25 lutego 2013

Rozdział 5

Przeciągnął się aż mi kości strzeliły
-Co ja u diabła robię w swoim domu-mruknął pod nosem. Jak pamiętał to zasnął na dworze.
-Ja cię tu przytaszczyłem-powiedział kyubi
-Dzięki przyjacielu-odparł i poczuł w duszy że kyu się uśmiecha ,umył się szybko i ubrał bokserki, czarne spodnie i taką samą podkoszulkę. Zrobił kilka klonów i zaczęli starannie sprzątać każdy kąt w mieszkaniu. Stanął na ramionach klona by posprzątać coś na rodzaj strychu. Było bardzo małe więc szybko posprzątał. Znalazł jakieś pudełko i je wyciągnął, zeskoczył z ramion klona i usiadł na podłodze. Kazał by klony zniknęły i po opadnięciu kłębów białego dymu wytarł owe pudełko. Po chwili je otworzył i zobaczył zwykłą zakurzoną gitarę, oczyścił ją i jego oczom ukazały się dwie literki na gryfie gitary „K.U.”
-Chyba należało do mojej matki-pomyślał i zaczął cicho na niej grać zamykając oczy. Uczył się grać jak wyruszył z Jiraią a raczej wyruszy na 3 letni trening. A jednak pamiętał jak się gra. Gdy tak grał czuł jakby go matka przytulała. Z jego oczu mimowolnie popłynęło kilka łez. Otworzył oczy i je starł
-Ty kyu i ta gitara to moje najdroższe rzeczy-powiedział rozwijając zwój i malując na nim różne znaki
-A to, dla czego-zapytał kyu
-Bo ty jesteś pamiątką po ojcu a ta gitara po matce-odparł spokojnie i zapieczętował gitarę w zwoju. Schował go do kieszeni. Zjadł szybko jakieś kanapki i ruszył na spotkanie z drużyną. Dotarł na miejsce opierając się o jeden z trzech pali. Po paru minutach pojawił się Kakashi, ale nie słuchał tego, co mówi gdyż znał to zbyt dobrze. Otrząsnął się dopiero gdy usłyszał wybuch bomby dymnej. Zrobił klony, ale tak by były pod ziemią. Gdy dym opadł stał naprzeciw sen seia
-Czas poudawać starego naruto -pomyślał- Ty i ja sensei tu i teraz-krzyknął
-Co ten głupek wyprawia-pomyślał Sasuke i podobnie pomyślała Sakura. Oni się ukryli i spokojnie się temu przyglądali. Uśmiechnął się w stronę sensei pokazując swoje wampirze ząbki. Wyciągnął kunay i ruszył pędem na senseia, robił spokojnie uniki i blokował uderzenia i kopnięcia-teraz- pomyślał a z pod ziemi wyleciały klony i prawie złapały dzwonki
-Kuso nie sądziłem, że to uniknie-pomyślał krzywiąc się
-Nieźle wykorzystał klony-pomyślał, Kakashi- dobrze, że się zdradził spojrzeniem bo inaczej było by kiepsko-pomyślał. Klony i chłopak zniknęli
-Cholera, co teraz-mruknął pod nosem, zrobił kilka klonów, które pobiegły w każdą stronę, zamknął oczy by wyczuć gdzie jest sensei, wyczuł że jest kilka metrów przed num i kilka metrów po lewej. Do kunaya przyczepił notkę wybuchową, to samo uczyniły klony, skupili czakrę w stopach i zaczęli się poruszać bezszelestnie w stronę sen seia.
-Mam cie- powiedział i razem z klonami rzucili kunayami z wybuchowymi notkami, stali tworząc kwadrat czyli otaczali Kakashiego ze wszystkich stron. Notki wybuchły a po sen seiu pozostała tylko kłoda-kuso znowu mi spieprzył-pomyślał i pędem udał się szukać swoich towarzyszy. Gdy ich znalazł wyjawił im swój plan
-To się uda w końcu jestem łakomczuchem nie-powiedział pokazując swoje ząbki
-To się nawet może udać-mruknął Sasuke a Sakura pokiwała głową zgadzając się z sasuke.
-W takim razie szykujcie się bo niewiele mamy czasu-mruknął, kiwnęli głowami i się rozproszyli a on udał się zjeść to co im przygotował sensei. Dotarł na polanę gdzie zaczynali, usiadł za jednym z palów i rozejrzał się, wziął jedzenie i uśmiechając się powiedział
-Czas coś przekąsić-
-A ty co robisz-usłyszał nad głową głos senseia
-No…tego jak widać-mruknął a po chwili sensei nie miał już dzwonków
-Tak to się robi-powiedział Sasuke uśmiechając się złośliwie.
-A kto z was weźmie drugi dzwonek-spytał Kakashi
-Ja mogę zostać geninem- powiedział spokojnie blondyn- czasem trzeba się poświęcić-mruknął pod nosem
-Zdaliście-powiedział Kakashi. Naruto tylko się uśmiechnął pod nosem. Sakura od razu zrobiła coś na rodzaj awantury bo jak to tak i bla bla bla. Jednak om się tym nie przejmował i spokojnie czekał na dalszy rozwój sytuacji
-To zadanie polegało na tym by sprawdzić które z was mimo że mogło by przejść dalej poświęci się dla drużyny- kakashi wytłumaczył na spokojnie Sakurze. Ta tylko kiwnęła głową na zrozumienie
-Jutro wyruszamy na misję o 9 rano a teraz możecie odejść-powiedział i zniknął w chmurze białego dymu.
-Sayonara- powiedziałem i ruszyłem spokojnie w swoim kierunku, udałem się po za wioskę nad jeziorko i wodospad, rozebrałem się do bokserek i wskoczyłem do lodowatej wody i zacząłem pływać, dopłynąłem pod wodospad i tam siedziałem przez długi czas

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz